W dolinie Machu Picchu
Wejście na dach Ameryki Południowej nieźle dało nam się we znaki. Zmęczeni, spragnieni zieleni, ciepła i wygód postanowiliśmy udać się na plażę w Chile. W ten oto sposób znaleźliśmy się w Valparaiso, Vina del Mar oraz małym Concon, gdzie zażywaliśmy morskich i słonecznych kąpieli, pobieraliśmy lekcje surfowania i zajadaliśmy się soczystymi owocami, na które w Ameryce Południowej jest teraz sezon.
24go lutego wsiedliśmy do samolotu, który zabrał nas w głąb soczystego Peru, w którym aktualnie trwa pora deszczowa. Roślinność nasiąknięta jest wodą po brzegi, a zieleń kapie z każdego liścia. Byliśmy zachwyceni kolorami, spokojem i majestatem peruwiańskich Andów. Następnego dnia wcześnie rano wyruszyliśmy odkryć zaginione miasto Inków – Machu Picchu. Dzięki temu, że odwiedziliśmy to wyjątkowe miejsce w lutym, mogliśmy kontemplować piękno bez tłumów turystów na każdym kroku. Ruiny i górujący nad nimi szczyt wyłaniały się z chmur co jakiś czas pozwalając podziwiać swój majestat i wielkość. Spędziliśmy prawie 5 godzin przemierzając kamienne korytarze, schody i ukryte przejścia , dotarliśmy również do ukrytego mostu Inków. Naszym zachwytom nie było końca. Miejsce iście magiczne… W końcu rzęsisty deszcz zmusił nas do powrotu do Cuzco gdzie czekały na nas kolejne niespodzianki. Jedno jest pewne: do Peru musimy wrócić!


















